Recenzja książki „Krasnoludki nie przyjdą” Sary Shilo

Zwykły wpis

Na naszym krajowym rynku wydawniczym bardzo rzadko mamy okazję zapoznać się z literaturą światową napisaną w innym języku niż angielski. Pojawiają się powieści hiszpańskie, francuskie oraz rosyjskie, a po boomie na trylogię Larssona mamy istny zalew literatury skandynawskiej. W natłoku coraz to nowych tytułów, warto zwrócić uwagę na literaturę hebrajską. Izrael to państwo licznych kontrastów, targane wojną, z jednej strony ogromnie przywiązane do przeszłości, a z drugiej usilnie pragnące zapewnić sobie świetlaną przyszłość. Nic zatem dziwnego, że również tamtejsi pisarze tworzą książki wyróżniające się, wobec których trudno pozostać obojętnym. Tak było w przypadku Kto ze mną pobiegnie Dawida Grosmana, tak jest również w przypadku powieści, która ukazała się w serii Proza świata – Krasnoludki nie przyjdą autorstwa Sary Shilo.

Pisarka urodziła się w Jerozolimie i jest autorką wielu książek dla dzieci. Jednak największe uznanie przyniosła jej niezwykle dojrzała powieść Krasnoludki nie przyjdą. To właśnie za nią otrzymała Nagrodę Ministerstwa Kultury Izraela oraz Nagrodę imienia Pinchasa Sapira. Po zapoznaniu się z zawartością tej dość krótkiej lektury (250 stron) trudno nie przyznać racji tym werdyktom.

Rzadko kiedy mamy możliwość zgłębić problem rasizmu oraz losów imigrantów z Afryki, którzy przybyli do Izraela. Shilo w roli głównych bohaterów obsadza rodzinę imigrantów z Maroka. Jednakże jest to rodzina tylko z nazwy. Każda z postaci pozostaje samotna, zagubiona w kłamstwach oraz tragedii – tytułowe krasnoludki nigdy nie przyjdą, nie pomogą i nie rozwiążą ich problemów. Ogromne znaczenie dla wydźwięku powieści ma miejsce akcji – małe miasteczko, gdzie niczego nie da się ukryć przed sąsiadami, a alarmy bombowe stanowią codzienność. Nikogo już specjalnie nie martwi to, że ich harmonogram dnia może zostać zburzony przez ostrzał katiuszy oraz konieczność udania się do schronów. Ta dość egzotyczna dla polskiego czytelnika pozycja zadziwia łatwością, z jaką jesteśmy w stanie wyobrazić sobie położenie bohaterów oraz ich zachowania. Z drugiej strony, ich decyzje i zmartwienia zaskakują uniwersalnością – równie dobrze Shilo mogłaby opisywać polską rodzinę.

Mas’ud Dadon zwany jest w miasteczku królem falafela. Prowadzi miejsce, do którego z chęcią zaglądają pobliscy mieszkańcy, a całej rodzinie dobrze się powodzi. Wszystko się zmienia, gdy w wyniku nieszczęśliwego wypadku przy pracy mężczyzna umiera. Matka dzieci, Simona, pogrąża się w żałobie, nie potrafi poradzić sobie z nową rzeczywistością. Na dodatek siedem miesięcy później rodzi bliźnięta, Chaima i Oszriego. Autorka podzieliła swoją powieść na cztery, równie ważne części. Śledzimy w nich zdarzenia z życia członków rodziny, a akcja każdego rozdziału dzieje się w mniej więcej podobnym przedziale czasowym.

Simona to kobieta przytłoczona stratą, ale w pewnym momencie czytelnik zadaje sobie pytanie, czy tak naprawdę rozpacza po mężu, czy też nie może odżałować utraconej pozycji w miasteczku oraz bezpieczeństwa osobistego, jakie niosła obecność kogoś, kto zawsze ją wspierał. Już po pierwszych kilkunastu stronach możemy przekonać się, że izraelska autorka świetnie włada językiem, umiejętnie używając metafor. Pozostawia czytelnikowi pewne pole do interpretacji poczynań bohaterów, nie oceniając ich. To właśnie dlatego Krasnoludki nie przyjdą tak silnie oddziałuje na emocje czytelnika. Najwięcej emocji wywołuje jednak część poświęcona najstarszemu synowi – Kobiemu. Zostaje on zmuszony do szybkiego dorośnięcia oraz stania się ojcem dla swoich najmłodszych braci. Dochodzi nawet do tego, że aby utrzymać pozory, śpi w jednym łóżku z Simoną. A kłamstwo rośnie i powoli zapuszcza swoje korzenie w rozdartych sercach członków rodziny.

Mieszkający na co dzień w tym samym mieszkaniu ludzie zdają się być sobie tak odlegli, że trudno mieć jakąkolwiek nadzieję na zmianę tego stanu. Pozostali bracia, Itzik i Dudi, zdają się wypierać ze świadomości to, co się dzieje, poświęcając wolne chwile na przygotowywanie planu obrony przed terrorystami. Itzik boryka się z własnym kalectwem (jego ręce i nogi nie wykształciły się tak, jak powinny), kwestionując wiarę w Boga i cały czas domagając się uwagi swojego zdrowego brata. Jedyną oznaką nadziei zdaje się być Eti. Dostrzega dysfunkcyjność swojej rodziny, niemożność zerwania z przeszłością i trwogę przed konfrontacją z teraźniejszością. Postanawia zakończyć wieloletnie kłamstwo, jakie oddala od siebie każdego z nich.

Krasnoludki nie przyjdą
 to jedna z tych powieści, które zmuszają do zastanowienia się nad naszym życiem. Autorka w udany sposób daje czytelnikowi do zrozumienia, że bezczynność oraz niemożność podjęcia jakiejkolwiek decyzji nigdy nie wyjdą nam na dobre. Nikt za nas nie podejmie decyzji, nie poprosi o pomoc, nie wyzna naszych obaw i rozterek. To musimy zrobić sami. I ta bolesna, choć niezwykle ważna lekcja, została doskonale zobrazowana w powieści Sary Shilo.

Recenzja książki ukazała się wcześniej na portalu Gildia.pl
Advertisements

One response »

  1. Już kilka razy miałam tą książkę w ręku w księgarni. Niestety tylko w księgarni, bo obawiam się, że na taki tytuł w bibliotece szans wielkich nie ma. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się trafić. Może jakieś duże przeceny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s